Poezja Józefa Dulskiego
Ile złości, ile pomówień musiało spadać na głowę marszałka, ile plotek, ile intryg musiał przejść, ile paszkwilów i epigramatów nań napisano — trudno chyba zliczyć. I tak Jędrzej Kitowicz pisał: „Lubo Bieliński, w wielu rzeczach zatrudniał się policją, co się atoli tycze [...] hałasu i nieporządku stangretów i masztalerzów, około tego wcale nie usiłował; dość miał na tym, że jego kareta musiała mieć plac wolny i że jej nikt w zajeżdżaniu wyprzedzać nie śmiał ani żaden foryś, chociażby hetmański, z forysiem marszałkowskim potykać się na batogi". Ale znajdowali się i tacy, którzy potrafili docenić starania marszałka wielkiego koronnego. Dowodem tego może być, co prawda typowo panegiryczny, dość długi (ale też i zasług było przecież wiele), wiersz Józefa Dulskiego, napisany w połowie XVIII stulecia — Do Franciszka Bielińskiego, w którym Warszawa wyraża marszałkowi swą wdzięczność. Zacytujmy tu choć fragment tego „poematu":
Z inszym już cale pozorem Warszawa
W oczach całego dzisiaj świata stawa,
Tyś nowe domom przepisał granice,
Tyś prawie wszystkie ważniejsze ulice
Gdy pięknym pokryć kamieniem kazałeś,
Nowych mi ozdób i wygód dodałeś.
A chcąc i tego dokazać koniecznie,
Bym w ochędóstwie trwała długowiecznie,
Kazałeś kopać głębokie kanały,
Które by Wiśle błoto podawały.
I to z Twojego mam, Marszałku, daru,
Ze chcąc mnie wyrwać z przypadków pożaru,
Drewniane odtąd zakazałeś domy,
Które pożerać zwykł ogień łakomy.
Słowem, twa łaska tego dokonała,
Żebym dzisiejszy stan swój uważała.
Widząc mnie w nowej kwitnącej ozdobie
Ledwiem poznała sama siebie w sobie.
I mniemam, jeśli Bóg przedłuży lata,
Jednym z miast będę najpiękniejszych świata.